Moim zdaniemSelf-RegWszystkie wpisy

Kiedy rodzic jest zagrożeniem…

Mój mąż, buszując dziś w sieci, natknął się na pewien filmik. Kiedy się nim ze mną podzielił – ku refleksji – byłam tak poruszona, że dłuższą chwilę nie mogłam poradzić sobie z zalewającymi mnie emocjami.  Mieszały się we mnie gniew, niezrozumienie, poczucie bezsensu i niesprawiedliwości. Z drugiej strony, czułam tym bardziej chęć do działania, niesienia zmiany w świecie, pokazywania, że dzieci można i warto traktować inaczej…! Supeł sprzecznych odczuć zacieśniał się na moim sercu tak bardzo, że w końcu nie mogłam już nawet złapać oddechu – i skończyłam płacząc nad obiadem, który próbowałam dokończyć. Zatrzymałam się wtedy, a sprawca całego  zamieszania – mój mąż – uratował mnie kojącym uściskiem ramion.

Ale mimo upływu czasu, ten film nie daje mi spokoju, dlatego zdecydowałam się nim z Wami podzielić.

Znajdziecie go tutaj:
https://twitter.com/HaroldHilton22/status/948789502545465345


Zachęcam do obejrzenia, zanim przejdziecie do dalszej części tekstu.

Drugą część nagrania, (istotną!) znajdziecie tuż pod pierwszą, obejrzyjcie proszę obie.

Jakie emocje wzbudził w Was?

Jeżeli obejrzeliście filmik – możecie pominąć następny akapit 🙂

Ale jeśli wolicie najpierw przeczytać, co mam do powiedzenia, a dopiero potem przejść do oglądania, streszczę krótko co to za nagranie. Przedstawia chłopca, na oko 8-10 letniego, który podczas zabawy ze starszym rodzeństwem zbił szklane drzwi wejściowe do ich domu. Jest przerażony, dzwoni do swojej mamy, żeby opowiedzieć, co się stało, potem próbuje sprzątać, ale poddaje się i ucieka z domu – mówi że nie da rady, pakuje plecak i wychodzi. Nagrywa go prawdopodobnie starszy brat, komentuje całą sytuację, liczne rodzeństwo lub koledzy zgromadzeni wokół z jednej strony empatyzują z chłopcem, jednak też śmieją się z jego strachu i tego, że doniósł sam na siebie. W kolejnej części nagrania (widoczna poniżej po wejściu w link) widzimy mamę, która po kilku godzinach wraca do domu, jeszcze przed wejściem krzyczącą i szukającą „sprawcy”. Wparowuje do jego pokoju, on natomiast, zaczajony za drzwiami, natychmiast korzysta z okazji i ponownie ucieka, spodziewając się ostrego lania.

Jak już napisałam, moją pierwszą reakcją na ten film była fala sprzecznych emocji – byłam przerażona, zła że chłopiec był tak okropnie potraktowany przez swoją mamę i rodzeństwo, że  został nagrany, a film wrzucono do sieci. Nieomal czułam jego lęk, niepewność, widziałam moment, w którym stracił wiarę, że uda mu się naprawić wyrządzoną szkodę. Byłam zszokowana tym, że nadal tyle osób wierzy w skuteczność takich metod wychowawczych, że sądzą, że dziecko w takim stanie jest zdolne się czegoś nauczyć. Nie byłabym jednak sobą, gdybym na tym poprzestała.

Nie wrzucam tego filmu tutaj, by wywołać lawinę krytyki nad mamą czy rodzeństwem tego chłopca – ale by sprowokować do przemyśleń, co i jak można zrobić inaczej? Co by się stało, gdybym spojrzała na całą tę sytuację łagodnym, self-regowym spojrzeniem? Czy oprócz ulgi, zrozumienia, współczucia zamiast oceny, będę w stanie się z tego nagrania czegoś konkretnego nauczyć? Moim zdaniem – tak!

Przede wszystkim, widzę tu ekstremalnie zestresowanego chłopca – a jego kolejne zachowania są wręcz modelowym przykładem tego, jak wygląda hierarchia naszych odpowiedzi na stres.

Na początku, kiedy chłopiec zbił szybę, wyraźnie przestraszony zaczął szukać telefonu – chciał zadzwonić do swojej mamy, opowiedzieć jej o tym, co się stało, liczył na pomoc w poradzeniu sobie z tym, co zrobił. Zastosował ZAANGAŻOWANIE SPOŁECZNE.

Po rozmowie był wyraźnie bardziej zdenerwowany, jego stres i pobudzenie cały czas wzrastało, ale nadal był w stanie efektywnie działać w kierunku rozwiązania problemu. Chwycił za miotłę, zaczął sprzątać szkło. Jednak okazało się to trudne, a rodzeństwo nie wspierało go, komentowało tylko, że powinien robić to w inny sposób – w odpowiedzi na co chłopiec zaczął szarpać się z miotłą, być może później krzyczeć, kłócić się z siostrą (nagranie w tym miejscu jest ucięte) – zastosował WALKĘ.

Bardzo szybko zorientował się, że nie przynosi to żadnego efektu, porzucił próby sprzątnięcia szkła, wrzucił kilka rzeczy do plecaka i wybiegł z domu – zastosował UCIECZKĘ.

Minęło prawdopodobnie kilka godzin – na zewnątrz zrobiło się już ciemno. Emocje być może trochę opadły, a strach zelżał, chłopiec zdążył wrócić do domu. Kiedy jednak nadeszła pora powrotu jego matki – wystartował od razu z poziomu, na którym przerwał próby radzenia sobie z problemem wcześniej. Z rozwoju wypadków wiemy, że był ukryty, w bezruchu i starając się nie wydawać żadnych dźwięków, za drzwiami swojego pokoju – zastosował ZAMROŻENIE. Kiedy jego mama weszła z krzykiem do jego pokoju, prawdopodobnie z zamiarem sprawienia mu lania, wyprysnął zza drzwi, wyminął ją i podjął ostatnią próbę ucieczki przed karą.

Opisuję nagraną sytuację i zachowanie chłopca w taki sposób, żeby pomóc Wam lepiej zrozumieć, jak mogą „w prawdziwym życiu” wyglądać zachowania dziecka  w odpowiedzi na stres i próby poradzenia sobie z nim uszeregowane w HIERARCHIĘ REAKCJI STRESOWYCH.

ZAANGAŻOWANIE SPOŁECZNE jest zwykle pierwszą reakcją na stres- jeżeli dziecko czy dorosły nie znajduje się już wcześniej w stanie zbyt dużego pobudzenia, by ją zastosować. O ile stres wywołuje stresor, problem czy wyzwanie niezbyt „ekstremalne”, jest to też najskuteczniejsza taktyka na poradzenie sobie z nim. Jesteśmy „zwierzętami stadnymi”, więc logiczne, zarówno ze społecznego, jak i ewolucyjnego punktu widzenia wydaje się, że kiedy widzimy zbliżające się zagrożenie, kiedy coś wytrąca nas z równowagi, najlepiej zwrócić się do naszych bliskich. To dlatego chłopiec z nagrania, mimo strachu, zadzwonił do swojej mamy – był przerażony i bezradny w obliczu tego, jakie konsekwencje miała jego zabawa i szukał jej wsparcia.

Jeżeli zaangażowanie społeczne nie działa, stresor nie znika, presja i stres wzrastają – czas na podjęcie WALKI. Szukając analogii w ewolucji, możemy w tym momencie wyobrazić sobie, że drapieżnik zbliża się coraz bardziej do stada, taktyki uniknięcia spotkania z nim dzięki zaangażowaniu i współpracy społecznej zwiodły, więc trzeba spróbować się obronić – może odeprzemy jego atak?

Jeżeli walka nie przynosi skutku – lub po ocenie szans w ogóle nie podejmujemy jej próby – kolejną pozycją z repertuaru naszych taktyk jest UCIECZKA. Problem nas przerasta – zatem lepiej przed nim umknąć. Drapieżnik jest nie do pokonania – a więc bierzmy nogi za pas, w końcu chcemy przeżyć.

Jeżeli nawet ucieczka nie zdała egzaminu, wykształciliśmy jeszcze jeden sposób radzenia sobie z sytuacją stresową – przejście w stan ZAMROŻENIA, po to, by oszczędzić siły na ostatni zryw, ostatnią próbę zachowania życia, jeśli nadarzy się ku temu okazja. Jeżeli drapieżnik nas dogania, nie mamy szans przed nim uciec, nie pozostaje nam nic innego niż udawanie martwego – może nie ruszy padliny. A jeśli ten plan rzeczywiście się powiedzie, to może – gdy dziki zwierz odwróci głowę – ostatkiem sił uda nam się jednak umknąć? Dokładnie to zrobił chłopiec z nagrania – mimo upływu czasu jego stres nie zmalał, prawdopodobnie przeciwnie, rósł w oczekiwaniu na powrót mamy i nieuchronną karę. Więc malec zaczaił się za drzwiami, starając się pozostać niewidzialny, nie dając znaku życia – a gdy wściekła matka go wyminęła – podjął ostatnią beznadziejną próbę ucieczki.

To, co łamie mi serce – nie tylko w tym filmiku, ale i w wielu sytuacjach, o których słyszę, których sama doświadczam, a czasem niestety i sama powoduję – to fakt, że nasze dzieci widzą niejednokrotnie największe zagrożenie w nas. Ich mózg „nie wie” że mama to nie drapieżnik, który chce je pożreć – pod wpływem silnego stresu ucieka się do prymitywnych taktyk, by po prostu przetrwać. To dlatego tak ważne jest, by odpowiadać na stres dziecka z poziomu zaangażowania społecznego, by koić je i redukować napięcie, zanim przejdziemy do rozwiązania konkretnego problemu. Bywa, że dziecko będzie w ogóle pomijać niektóre ze stopni tej „drabinki reakcji stresowych” – może tak być ze względu na siłę określonego bodźca stresogennego, zwiększoną reaktywność na stres, wykształcone wcześniej negatywne zniekształcenie poznawcze czy po prostu utrwalone reakcje – gdy te „z niższych szczebli” wielokrotnie nie odnosiły skutku. Stan zamrożenia jest też najbardziej „podchwytliwym” dla opiekuna – ponieważ znajdujące się w nim dziecko już nie walczy, może sprawiać wrażenie spokojnego, a nawet współpracującego.  Ale o tym więcej w kolejnych wpisach lub na warsztatach stacjonarnych :).

Dziś zostawiam Was z tą małą porcją wiedzy i garścią moich refleksji. I zachęcam do podzielenia się Waszymi. Tym, jak poczuliście się po obejrzeniu filmiku, który podlinkowałam, czy coś zmieniło się w Waszym postrzeganiu tej sytuacji, gdy spojrzeliście na nią self-regowo, czy odnajdujecie w zachowaniach chłopca jakieś echa reakcji Waszych dzieci lub Was samych?